To był mój jeden z pierwszych plenerów nadmorskich. Jednym z tematów miał być zachód słońca. Zanim zaczęliśmy malować na płótnie, wieczorami, przy zachodzącym słońcu robiliśmy kredkami pastelowymi „notatki” z relacji kolorów na różnych materiach w różnych zestawieniach. Po kilku dniach analizy zabraliśmy się do pracy. Rozstawiliśmy się ze sztalugami wzdłuż plaży a było nas kilkanaście osób. Pracowaliśmy nad płótnami w ciągu dnia w pełnym słońcu. Wydawało się, że wszystko jest w jednym świetlistym, blado niebieskim kolorze. Cała sztuka polegała na tym, aby w takich warunkach zinterpretować malarsko, rozwiązać problem zależności wpływu jednego koloru na drugi. Obcując z otoczeniem, czyli przestrzenią, zapachem i wrażeniami słuchowymi musieliśmy wyrazić w sposób ekspresyjny swoje emocje i uczucia.
Jacek powiedział krótko - kto chce niech maluje, kto chce zrobić sobie przerwę, może pójść na spacer albo poleżeć - ale było jasne dla wszystkich po co tu jesteśmy. Sam – jak to zwykle robi między korektami - poszedł kilkanaście metrów dalej i rozłożył się na ręczniku, by chłonąć gorące promienie słońca . Pamiętam że odszedłem na chwilę od sztalugi, żeby coś zjeść, do mojego obrazu zaś podeszły dwie starsze panie ...
cdn.
